koronawirus kryzys

Tarcza antykryzysowa z dziurami jak szwajcarski ser

Rząd bardzo chce pomóc przedsiębiorcom w ciężkiej sytuacji spowodowanej koronawirusem, ale głównie za ich pieniądze.

Wśród wielu komentarzy, które okrasiły informacje o rządowej tarczy antykryzysowej, która ma chronić przedsiębiorców, najbardziej przypadło mi do gustu krótkie porównanie z Węgrami. Brzmiało tak: Polska – Węgry 1:10. Tarcza antykryzysowa chroni polskich przedsiębiorców dziesięciokrotnie słabiej niż rozwiązania węgierskie.

W kraju rządzonym przez Wiktora Orbana pojawiło się to, na co czeka większość małych i średnich firm w Polsce: moratorium na składki podatków i opłat na system ubezpieczeń społecznych. Węgierscy przedsiębiorcy do końca czerwca nie muszą płacić składek ZUS, a część z nich – także podatków.

W Budapeszcie pojawiła się inicjatywa moratorium bankowego na spłatę kredytów zaciągniętych przez obywateli – to również jedna z metod walki ze skutkami pandemii. Węgierski Bank Narodowy zaapelował do banków, by taką formą wsparcia objęły również przedsiębiorców.

Tarcza antykryzysowa chroni przedsiębiorców słabo

„Rzeczpospolita” wyliczyła, że na bezpośrednie wsparcie dla pracowników i przedsiębiorców rząd planuje wydać zaledwie 24 miliardy z całej puli wsparcia, która liczy 212 miliardów złotych. Większość tych pieniędzy pochłonie wypłata świadczeń dla rodziców opiekujących się dziećmi w domu i wypłata nowych świadczeń w wysokości około 2 tys. zł dla 2,2 mln prowadzących działalność gospodarczą i zleceniobiorców, którzy ucierpieli na epidemii.

Przedsiębiorcom zaoferowano odroczenie płatności ZUS, co tylko rozjuszyło część organizacji zrzeszających pracodawców. To najprostsza droga do rozłożenia mikro- i małego biznesu – przekonują. Skumulowane długi małych firm odbiją się na ich sytuacji finansowej nie teraz lecz za kilka miesięcy. To żadna łaska ze strony rządu i żadne rozwiązanie. Skąd – po okresie zastoju – firmy wezmą dodatkowe pieniądze na spłatę zaległych zobowiązań???

Faktyczne wydatki rządu na walkę ze skutkami pandemii sięgają 60-70 miliardów złotych, cała reszta to gwarancje i programy płynnościowe NBP. Wydatki w pierwszej kolejności mają objąć ochronę pracowników i pracodawców, zwłaszcza dla firm, które w ciągu miesiąca stracą 20 procent swoich dochodów lub po 15 procent w ciągu dwóch kolejnych miesięcy.

Będą one mogły zmniejszyć wymiar pracy o 20 procent. 80 procent wynagrodzenia pracowników podzielone zostanie na dwie połowy. Pierwszą z nich zapłaci pracodawca, a drugą Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Ile stracą pracownicy?

System wsparcia zakłada… obniżkę pensji pracowników. Przedsiębiorstwa, które zdecydują się na wstrzymanie pracy będą mogły obniżyć pensje swoim pracownikom o 50 procent. Połowę wypłaty rząd weźmie na siebie.

„Rzeczpospolita” przypomina, że wypłaty postojowego dla pracowników  wyniosą „około 1900 zł brutto. Drugie tyle ma dołożyć pracodawca.  Daje to kwotę 80 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Pozostałe 20 proc. będzie wkładem pracownika. Oznacza to, że pracownicy firm dotkniętych przestojem w czasach kwarantanny mogą liczyć na pensję w wysokości maksymalnie 3,8 tys. zł brutto, co na rękę daje kwotę około 2,7 tys. zł” – czytamy.

Wsparcie obejmie także osoby pracujące na umowach śmieciowych i samozatrudnieniu: będzie to 2 tysiące złotych brutto. Łącznie na ochronę rynku pracy przeznaczonych zostanie 30 miliardów złotych.

Gdzie miliardy z Unii Europejskiej?

W programie wsparcia określonym przez premiera i prezydenta mianem „tarcza antykryzysowa” nie ma śladu informacji o tym co rząd zamierza zrobić z 7,4 miliardami złotych, które do naszej dyspozycji postawiła Unia Europejska. Pytają o to organizacje przedsiębiorców i pracodawców, a to jedno z pytań kluczowych – Unia zaproponowała wszak, by z tej kwoty popłynęło w pierwszej kolejności wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw…

Co na to przedsiębiorcy?

Tarcza antykryzysowa już spotkała się z wielką falą krytyki ze strony przedsiębiorców. W rozmowie z „Pulsem Biznesu” Grzegorz Barszczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan, powiedział między innymi:

– Albo rząd i prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki, albo nie mają pomysłu co mogliby w tej sytuacji zrobić. W to drugie, jako organizacja pracodawców, nie możemy uwierzyć. Przekazaliśmy Rządowi konkretny pakiet propozycji zebranych w szerokich konsultacjach z kilkuset firmami. Zatem, jeżeli te propozycje zostały wykorzystane w tak okrojonej formie jak ogłoszono, najwyraźniej mamy do czynienia z bagatelizowaniem skali zagrożenia.

Zabrakło całego szeregu rozwiązań, które są oczekiwane tu i teraz, żeby firmy mogły w ogóle funkcjonować: zawieszenie terminów procesowych; zawieszenia obowiązku badań lekarskich dla pracowników, skoro nie działa medycyna pracy; przedłużenie oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemców; uwolnienia środków z kont split payment VAT; odsunięcia podatków sankcyjnych; zabezpieczenia przed odpowiedzialnością za niezrealizowanie umów.

Nie posłuchano przedsiębiorców

Marek Goliszewski, szef BCC, powiedział „Pulsowi Biznesu”, że przede wszystkim należało zawiesić obowiązek odprowadzania składek do ZUS przez przedsiębiorców, a nie tylko odłożyć go w czasie. – Ponadto, nic nie wiadomo o kwestii braku kar za niezłożenie w terminie deklaracji podatkowych (brak personelu księgującego). Nie nawiązano do postulowanego przez organizacje pracodawców odroczenia do 1 stycznia 2021 roku wprowadzenia PPK dla pracodawców zatrudniających do 50 pracowników oraz wstrzymanie obowiązku opłacania składek PPK w firmach średnich i dużych. Zabrakło wydłużenia rozliczeń projektów realizowanych ze środków unijnych poza 30 czerwca. (…) Miało być również możliwe odroczenie spłaty rat kredytów inwestycyjnych.

Konstruując swój program wsparcia dla firm na czas kryzysu rząd poszedł w stronę instrumentów gwarancyjnych i ochrony płynności, a nie realnych wydatków budżetowych. Jeśli przyjąć, że kryzys potrwa miesiąc-dwa, ta strategia może okazać się skuteczna, ale na dłuższą metę taka tarcza antykryzysowa nie wystarczy. W czarnych scenariuszach recesji, jak wyliczają eksperci, czeka nas spadek PKB o 3,5-5,6 procent.

Oferowanie w tym czasie możliwości wzięcia 5 tysięcy złotych pożyczki z funduszu pracy na potrzeby mikrofirm i wakacje kredytowe to słaba osłona. Węgrzy pod tym względem poszli znaczenie szerzej.

Jacek Prześluga

Foto: romanakr z Pixabay 

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.