Nieodpowiedzialna „Rzeczpospolita”

Pieniądze lubią ciszę, to fakt. Ale jeśli jest wokół nich głośno, co przecież się zdarza, niech będzie chociaż rzeczowo i odpowiedzialnie. Czyli trochę inaczej niż w „Rzeczpospolitej”, która poświęciła wczoraj swój „temat numeru” bankom spółdzielczym.

Maciej Rudke, na łamach dziennika “Rzeczpospolita”, wziął na warsztat sytuację bankowości spółdzielczej po wydarzeniach w Podkarpackim Banku Spółdzielczym w Sanoku. To dobry punkt wyjścia do merytorycznej analizy. PBS nie był w systemie ochrony, który zapewniły sobie banki tworzące dwa zrzeszenia bankowości spółdzielczej. Miał na swoim koncie, jak wynika z doniesień medialnych, sporo złych kredytów i zarządczą niefrasobliwość, ale być może jego przymusowa restrukturyzacja przyniesie korzystny efekt. Zobaczymy.

Rudke nie pisze jednak o PBS lecz rozwija narrację wokół kondycji całego sektora, umiejętnie żonglując argumentami z różnych sfer bankowości. Jego rozmówcy akcentują, że PBS to „jednostkowy przypadek”, że „sytuacja ekonomiczno-finansowa banków spółdzielczych jest stabilna” i że „zagregowane dane dla całego sektora banków spółdzielczych prezentują się stosunkowo dobrze”.

Biję brawa, bo to święta prawda. Można się spierać, czy autor ma rację pisząc o „systemowej zależności banków spółdzielczych od banków zrzeszających, w których poszczególne banki lokują część pieniędzy” – to teza mocno na wyrost, ale zostawmy ją.

Poróżniła mnie z autorem i „Rzepą” nie tyle wartość merytoryczna materiału, ile… ilustrujące go zdjęcie. Dobrane nieodpowiedzialnie i bezmyślnie. “Rzeczpospolita” pokazała na nim siedzibę bardzo konkretnego, istniejącego od 1899 roku banku spółdzielczego, z pełną nazwą i (starym) logotypem.

Tak, chodzi mi o kontekst.

Na zdjęciu ilustrującym alarmistyczny w tonie dziennikarski tekst o „spółdzielczych kłopotach samorządów” pokazano bardzo konkretny bank. Nawiasem mówiąc – bank w świetnej kondycji finansowej i w doskonałych relacjach z samorządami. Publicznie wytknięto go palcem, „przyklejając” jego nazwę do wątku problemów PBS, poważnych zagrożeń dla samorządowych pieniędzy, upadłości, kłopotów finansowych itp. Konkretny bank stał się ilustracją bardzo konkretnego problemu i bardzo konkretnych strat, choć nie miał z nimi żadnego związku!

To nic, to tylko ilustracja. Prawda?

Nie! Chodzi o siłę kontekstu. Gdybyśmy pisali tu tekst o przestępczości wśród dziennikarzy i zilustrowali go przypadkowo posiadanym pod ręką zdjęciem redaktora Bogusława Chraboty, szefa „Rzeczpospolitej”, czyż nie byłby to kontekst, który naraża Chrabotę na publiczną infamię? Pan Redaktor wybaczy to zestawienie, ale taka jest prawda: wizualne skojarzenia przekazu mogą mieć ogromne znaczenie. Dokładnie takie, jak słowa. Zwłaszcza, gdy redakcja daje im status “tematu numeru”.

Gdybyśmy pisali o upadku rynku prasowego, snując rozważania o żenująco niskich wynikach sprzedaży dzienników – i wrzucili zdjęcie okładki „Rzeczpospolitej”, czyż nie byłby to kontekst stawiający redakcję w złym świetle?

Nie wyolbrzymiam. Nie mówimy o błahostce, chodzi o coś więcej niż zadowolenie z pracy redakcyjnego ilustratora. Chodzi o pieniądze. O depozyty samorządów, obywateli i przedsiębiorców, które w banku powinny leżeć bezpieczne, nie niepokojone nieodpowiedzialnymi wstawkami redaktorów. Trzeba myśleć o skutkach własnych publikacji, o tym jaki efekt może ona wywołać – nawet w wyniku dość odległych skojarzeń i konotacji.

Nawiasem mówiąc, mam nieodparte przekonanie, że gdyby “Rzeczpospolita” szykowała do druku tekst np. o kryzysie w sektorze bankowości komercyjnej, to nie okrasiłaby go zdjęciem budynku jednego z czołowych banków w Polsce, z jego logo i pełną nazwą. W poczuciu odpowiedzialności za słowo i z lęku przed interwencją prawników, daliby zdjęcie „no-name”, jakiś biurowiec, jakieś pieniądze, metaforę graficzną, te rzeczy.

Tu poszli na bezmyślną całość, bo rzecz dotyczy lokalnego banku, a lokalny bank – wiadomo, panom z „Rzepy” nie podskoczy. Można go postawić w złym świetle, można stworzyć wokół niego mętną atmosferkę: kogo to przejmie? Poza bankiem. Poza jego klientami.

Trochę mi wstyd za dziennikarzy. Wstyd za ich brak odpowiedzialności.

Jacek Prześluga

W TYM SAMYM KLIMACIE: Suma wszystkich strachów posła Ziejewskiego

PS. Użyte zdjęcie ma charakter czysto ilustracyjny.

Foto: JacLou DL z Pixabay 

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.