Thriller W pulapce

Nordic noir na dobre wieczory: “W pułapce”

Czy wy także tęsknicie za śniegiem? Ja już chyba zapomniałam jak wygląda lutowy, biały krajobraz i jak pachnie czyste powietrze, ale z pomocą znów przychodzi Netflix i serial „W pułapce” rozgrywający się w pięknej, mroźnej Islandii. Nienowy, ale świetny.

Jeśli jednak nastawiacie się na ciepły klimat szwedzkiego lagom i skąpane w słońcu, oprószone białym pyłem islandzkie stoki, możecie się rozczarować. Skandynawia to mimo wszystko nie tylko błogi wieczór pod kocem ze świeczką i słoneczne poranki. To także mrok, śnieżne burze i dość upiorna, kryminalna historia, od której trudno się oderwać.

Islandzki serial „Trapped” czyli „W pułapce” to podobno najdroższa telewizyjna produkcja, jaka dotąd powstała w tym kraju.

Makabryczne odkrycie

Rzecz dzieje się w maleńkim miasteczku Seyðisfjörður (uwaga, to dopiero początek serii trudnych nazw w tym dziesięcioodcinkowcu!) na wschodzie wyspy. Sympatyczny Andri Olafsson, ojciec dwóch dziewczynek, komendant miejscowego posterunku bada sprawę makabrycznej zbrodni. Na granicy wód terytorialnych rybacy wyłowili z morza… ludzki tułów, pozbawiony głowy, nóg i rąk.

Jednocześnie do portu w Seyðisfjörður  dopływa prom z Danii. Andri i towarzyszący mu w śledztwie policjanci Hinrika i Ásgeir szybko łączą fakty – sprawca prawdopodobnie wciąż jest na statku…

Na drodze do szybkiego rozwikłania zagadki stają jednak trudne warunki pogodowe. Z powodu burzy śnieżnej miasto zostaje odcięte od reszty świata – zamknięte są drogi lądowe, morskie i powietrzne, nie dociera specjalistyczna pomoc z Reykjaviku, a komisarz Andri i jego koledzy są zdani na siebie. Tymczasem na jaw wychodzą skrywane głęboko sekrety mieszkańców z pozoru spokojnej, idyllicznej wioski…

Wciąga i pochłania!

Jeśli oglądaliście „Wallandera” (zwłaszcza w szwedzkiej wersji, choć Brytyjczycy też dobrze wyczuli skandynawski klimat) według powieści Mankella, to prawdopodobnie tak samo jak ja zauważycie wiele wspólnych punktów. Mroczny klimat, piękne widoki, świetna muzyka, trudna historia bohaterów w tle… To właśnie Andri, główny bohater, wzbudza najsilniejsze uczucia, bo to jemu od początku do końca współczujemy w trudnym życiowo i zawodowo momencie.

Poza wątkiem, który pozwala się utożsamić z bohaterem, jest w islandzkiej produkcji wszystko to, co sprawia, że odcinki dosłownie „łyka się” jeden po drugim. Tajemnice zbrodni przeplatają się z zawiłościami rodzinnych i sąsiedzkich relacji, północne krajobrazy zapierają dech w piersi, ustępując raz po raz turpistycznym widokom krwi i poćwiartowanych ciał… (Radzimy odesłać dzieci do swoich pokoi i zasiąść przed ekranem w gronie dorosłych.) Nie ma lepszego czasu na takie seanse, niż ciemny, zimny lutowy wieczór!

Zbrodnia to nie wszystko

Dla wszystkich, których przeraża wizja serialu o zbrodni z ćwiartowaniem ciała w tle – jest w tej historii wiele pobocznych, ciekawych wątków i „smaczków”. Poza wzbudzającym empatię Andrim, godną pochwały postawę wykazuje Hinrika, która prosto z promu, bierze pod swoje skrzydła dwie czarnoskóre dziewczyny (więcej nie zdradzimy!).

Ciekawie obserwuje się także, jak spędza czas rodzina Andriego (czyż wspólna zabawa na dywanie, kiedy za oknem szaleje zamieć, to nie idealny pomysł na rodzinną integrację???), czy też jak toczą się losy niesłusznie oskarżonego w przeszłości Hjörtura.

Jeśli zatem chcecie znaleźć się na chwilę gdzie indziej i nie macie nic przeciwko temu, aby była to tajemnicza, piękna Islandia – zaparzcie kubek herbaty, wskakujcie pod koc i odpalcie Netflixa! Miłych wieczorów!

Jagoda Nawrocka

Foto: Materiały prasowe

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.