Finanse gmin

Łaska pańska, czyli jak sprytnie przejąć kasę gmin od banków spółdzielczych

Pieniądze samorządów powinny być lokowane wyłącznie w silnych finansowo bankach – postulują niektórzy przedstawiciele sektora bankowości komercyjnej. To efekt burzy wokół przymusowej restrukturyzacji Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku.

O tym pomyśle głośno jest od kilku dni. Banki komercyjne, ale też część samorządów – między innymi zrzeszonych w Związku Miast Polskich – składają propozycję zmian w przepisach prawa, które nakazywałyby gminom lokowanie swoich depozytów wyłącznie w bankach spełniających odpowiednie wymogi kapitałowe.

Taki rodzaj zmian służyłby wybranym bankom komercyjnym, które mogłyby przejąć sporą część rynku zagospodarowanego dotychczas przez bankowość spółdzielczą. Spółdzielcy mają w swoim portfelu ponad 11 miliardów złotych zdeponowanych przez samorządy. Gra idzie więc nie tylko o bezpieczeństwo gminnych lokat i rachunków, ale przede wszystkim o ogromny zastrzyk gotówki.

Łaska pańska w bankowości

Czy ten postulat służy gminom? Teoretycznie tak, bo może się wydawać, że spałyby spokojniej nie troszcząc się o bezpieczeństwo swoich lokat. Takie rozwiązanie zakłada, że rynek usług bankowych podzielony jest na dwie części. W jednej znajdują się silne banki komercyjne, w drugiej – słabe banki spółdzielcze. Silne równa się pewne, słabe = niepewne.

 

Wniosek był prosty: trzeba przy pomocy regulacji ustawowych przenieść samorządowe aktywa do banków komercyjnych i – po sprawie.

 

Tymczasem warto pamiętać, że łaska pańska jeździ na pstrym koniu we wszystkich segmentach rynku bankowego. Gdyby być złośliwym, można by przytoczyć historię Lehman Brothers, jako żywo – nie banku spółdzielczego, który byłby w Polsce w grupie banków uprzywilejowanych. A jednak to od niego zaczął się światowy kryzys finansowy.

W Polsce, w kontekście kredytów indeksowanych, orzeczenia TSUE i toczących się lub możliwych procesów z frankowiczami, dałoby się dzisiaj znaleźć co najmniej kilka banków teoretycznie mocno zagrożonych, choć nominalnie silnych kapitałowo. Przypadek Getin Noble Bank i wcześniejsze przejęcia banków mocnych tylko teoretycznie, które zostały wchłonięte przez największych uczestników rynku finansowego, też powinien czegoś uczyć.

Nie ma dobrych ratingów na wieki

Nikt, żaden bank nie ma zadekretowanych wysokich ratingów na wieki. W każdym banku może pojawić się kryzys, w każdym mogą się ujawnić kłopoty i nietrafione inwestycje. Zwłaszcza w sytuacji, gdy tak wiele decyzji biznesowych ma w bankowości podtekst mocno polityczny. Vide inwestycje w energetykę, zakup firmy lotniczej, finansowanie spółek górniczych czy przewidywane zaangażowanie w budowę centralnego portu komunikacyjnego, blok elektrowni w Ostrołęce lub energetykę jądrową.

Wiele banków spółdzielczych różni od bankowości komercyjnej wyłącznie skala działania – mają świetne wyniki, stabilność finansową, operują od lat na lokalnym rynku i jak na swoją skalę biznesu są po prostu dobre. Dlaczego stawiać przed nimi barierę pełnego udziału w rynku? Dlaczego zawężać konkurencyjność?

To jest zły pomysł, choć dotyczy bardzo słusznej sprawy. Przymusowa restrukturyzacja Podkarpackiego Banku Spółdzielczego – jednego z najsilniejszych kapitałowo banków w Polsce – pokazała, że system gwarancji państwowych ma dziury.

Z jednej strony samo działanie BFG można uznać za oryginalne i dość kontrowersyjne. Sanockiego PBS nie postawiono wszak w stan upadłości z pełnymi jego konsekwencjami. Zastosowano hybrydowe rozwiązanie polegające na przejęciu banku znajdującego się w tarapatach przez bank stworzony przez BGG. Mówimy o przejęciu: bank przejmuje bank najpewniej po to, by wkrótce przekazać go (z zyskiem) do innego banku.

Gdy podobne fuzje następują na stabilnym rynku, klienci – skądkolwiek są – nie odczuwają ich skutków. Tutaj ewidentnymi przegranymi byli przedsiębiorcy z dużym wkładem kapitałowym a kontach PBS oraz samorządy, które straciły 43 procent środków zdeponowanych w banku, czyli ponad 80 milionów złotych.

Jak ochronić pieniądze publiczne?

Słuszniejsze jest zatem, by myśleć o ustawowej ochronie budżetów samorządowych w inny, zinstytucjonalizowany sposób. Jak? Obejmując państwową ochroną – tak jak obecnie depozyty klientów indywidualnych – lokaty gmin. Albo w całości, albo w sporej części. W chwili upadłości lub przymusowej restrukturyzacji „przepadają” przecież pieniądze publiczne, pochodzące z publicznej daniny. Państwo, które z tej daniny żyje, samo powinno gwarantować ich bezpieczeństwo.

To jest kierunek myślenia, który uniezależnia sytuację finansów samorządowych od wahań rynkowej koniunktury w sektorze bankowości. Silne banki mogą walczyć o gminne pieniądze lepszą ofertą. Samorządy wybiorą korzystniejsze dla siebie rozwiązania, to oczywiste, pod warunkiem, że je otrzymują.

Czy dostają z banków komercyjnych dobrą ofertę? Widać: nie, bo przecież aż 32 procent pieniędzy gmin lokowanych jest w bankowości spółdzielczej. To nie bierze się z niczego – jest wynikiem przetargów, w których wygrywa lepsza oferta. Po co zastępować ją wątpliwej jakości rozwiązaniem prawnym, skoro wystarczy dać gminom korzystniejsze warunki? Przejdą same…

Nauk płynących z kłopotów finansowych PBS w Sanoku jest, jak widać, niemało. Dobrze, że rozpoczęto dyskusję nad rozwiązaniami, które zabezpieczałyby gminy przez perturbacjami w bankowości. Źle, że przy tej okazji próbuje się (w białych rękawiczkach) pozbawić mocy niekomercyjną konkurencję.

Jacek Prześluga

Foto: Andrew Khoroshavin z Pixabay

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.